RATIONALIST INTERNATIONAL

Biuletyn # 179 (15 października 2008)

http://www.rationalistinternational.net

Spis treści

Święta na ekspor

Sanal Edamaruku

Sześćdziesiąt lat po śmierci nieznana wiejska dziewczyna nagle znalazła się w centrum uwagi świata. Czy jest to tylko ruch polityczny ze strony Watykanu, by zadowolić Niezależny Syriacki Kościół Malabaru? Czy też celem jest zatrzymanie dramatycznego zmniejszenia się liczby zakonnic na całym świecie?

Alphonsa – pierwsza święta Indii
Alphonsa – pierwsza święta Indii

Nawet w najśmielszych marzeniach Annakutty z wioski Bharananganam niedaleko Kottayam w Kerali nie mogła sobie wyobrazić, że pewnego pięknego dnia ponad sto tysięcy ludzi będzie się tłoczyć w jej maleńkiej wiosce, by oddać jej hołd. Sześćdziesiąt dwa lata po śmierci ta nieznana wiejska dziewczyna nagle znalazła się w centrum uwagi świata – a przynajmniej jego rzymsko-katolickiej części.

Przez całe swoje krótkie życie Annakutty, która później została siostrą Alphonsą, była obrazem nieszczęścia. Po okaleczeniu się w wieku 13 lat, żeby uniknąć przymusowego małżeństwa, cierpiała na krańcową słabość i poważne choroby; cierpiała również z powodu okrucieństwa sióstr z zakonu franciszkanek klarysek , w którym cichutko wegetowała aż do śmierci w wieku 36 lat. W jej pogrzebie wzięło udział tylko 12 osób, większość z nich z urzędu. Pokazuje to, że nie była zbyt popularna.

Czterdzieści lat później Jan Paweł II, najpłodniejszy twórca świętych wśród wszystkich papieży, wybrał się do Kottayam i beatyfikował ją. Kiedy zmarł, pozostawiając za sobą szokującą liczbę 482 nowych adeptów do świętości, była wśród przygotowujących się do tego „błogosławionych”. Było ich wiele, a najsłynniejsza z nich to Matka Teresa, która – jak się sądzi – miała podlegać „przyspieszonemu awansowi”. Ale Annakutty, chwilowo Błogosławiona Alphonsa, bez żadnych spektakularnych osiągnięć w życiu, wyprzedziła znakomitą faworytkę z Kalkuty. Co skłoniło Watykan do podniesienia tej nieprawdopodobnej kandydatki do rangi świętej?

Kanonizacja biednej dziewczyny może wyglądać jak poetycka sprawiedliwość. Dostała się tam jednak w złym towarzystwie. Jest wątpliwym honorem stać w szeregu z takimi jak arcybiskup Zagrzebia Alojzije Stepinac, główny kolaborant faszystowskiego reżimu Ante Pavelica, który podczas drugiej wojny światowej zmasakrował setki tysięcy ludzi, którzy mieli pecha nie być katolikami (beatyfikowano go w 1998 roku). Oczywiście nie wszyscy w tym pstrym tłumie to złowrogie postacie takiego kalibru. Są między nimi również dość nieszkodliwi psychopaci i mali oszuści. Weźmy na przykład włoskiego świętego Pio z Pietrelcina, czczonego za posiadanie (jak twierdził) krwawiących ran Jezusa – co zostało zdemaskowane udokumentowanymi zeznaniami jego aptekarza (do niedawna starannie ukrytymi w archiwach Watykanu), że była to samodzielna robota igłami. Błogosławiona Alphonsa, tabula rasa, wyróżnia się jako jedna z najczystszych i najmniej splamionych członkiń tego kontrowersyjnego klubu. Ale co ją tam wprowadziło? Cud?

Jej oficjalną „przepustką” do kanonizacji było rzekome uzdrowienie chłopca ze zniekształceniem stopy w 1999 roku. Ale ta historia ma własną historię. Wkrótce po jej cichej śmierci w 1946 roku rozeszła się plotka, że siostra Alphonsa, która kiedyś okaleczyła własne stopy w dole z płonącą sieczką, pośmiertnie uleczyła zdeformowaną stopę dziecka po modłach przy jej grobie. W przeciągu kilku lat na stałe zagościła w popularnej rubryce „otrzymana łaska” w chrześcijańskiej prasie w Kottayam za rzekome wyleczenie setek małych stóp. Wtedy to odkryły ją władze Kościoła. Datki przy jej skromnym grobie wzrosły tak imponująco, że Watykan w 1952 roku wyznaczył specjalnego wikariusza, by wysyłał je do Rzymu. Twierdzi się, że już wysłał około 14 milionów dolarów, kiedy Jan Paweł II postanowił ją beatyfikować, co pomnożyło dochody. W kanonizacji Alphonsy kryje się jednak znacznie więcej niż jej pokaźny „posag”.

Alphonsa należała do bogatego i potężnego Niezależnego Syriackiego Kościoła Malabaru, który rządzi rejonem Kottayam. To wschodnio-katolickie wyznanie jest częścią imperium watykańskiego od czasów Vasco da Gamy, ale utrzymało swoją tradycję i nigdy nie poddało się w pełni „latynizacji”. Do roku 1968 ich duchowni odprawiali mszę w języku syriackim i do dzisiaj nie mogą dogadać się z Watykanem w kwestii, jak duchowny ma stać podczas mszy: twarzą do ludzi czy do ołtarza.

Kościół ten jest właścicielem instytucji, nieruchomości i wielkich plantacji i ma olbrzymi wpływ ekonomiczny i polityczny w porównaniu z dużo większym łacińskim nurtem katolicyzmu, który wyrósł z biednych rybackich społeczności nadbrzeżnych, nawróconych w XVI wieku przez Portugalczyków. Kanonizacja Alphonsy jest politycznym posunięciem, by zadowolić Niezależny Syriacki Kościół Malabaru i wzmocnić jego więzy z Watykanem. W tym celu przedstawia się ją jako symbol harmonii. Oficjalny raport kościelny mówi o „wielkiej wschodniej i zachodniej tradycji, rzymskiej i malabarskiej, w której żyła siostra Alphonsa i harmonizowała je w swoim świętym życiu”. Jest oczywiste, że jedność tych dwóch skrzydeł katolicyzmu ma obecnie olbrzymie znaczenie.

Rejon Kottayam ma absolutnie najwyższą populację katolików w całym kraju (46%) i często nazywany jest Watykanem Indii. Jest to ośrodek rekrutacji katolickich zakonnic i księży. Większość zakonnic pochodzi z biedniejszych warstw bogatej społeczności Syriaków Malabaru. Nie mogą one nawet marzyć o zgromadzeniu fantastycznych sum, jakie zamożne rodziny dają w posagu swoim córkom. Jeśli nie stać ich również na drugą opcję – płacenie za edukację na zawodowe pielęgniarki – nie pozostaje im żadne społecznie akceptowane rozwiązanie poza zmuszeniem młodych dziewcząt – zbyt młodych, by mogły same decydować – do pójścia do klasztoru.

Zakonnice z Kottayam stanowią 95% „żołnierzy prozelityzmu”, podtrzymując działalność katolickich instytucji, takich jak szkoły i szpitale w całych Indiach. Co więcej, katolickie zakonnice (i księża) z Kottayamu są eksportowane do Europy i USA, żeby wypełnić luki spowodowane w rzymskim Kościele katolickim przez gwałtowny spadek zachodnich rekrutów. W lutym 2008 roku, oficjalne pismo Watykanu „L’Osservatore Romano” uderzyło na alarm. Według nowych danych statystycznych spadek liczby zakonnic na całym świecie przybrał tak szybkie tempo, jak nigdy przedtem. Podczas pontyfikatu Jana Pawła II liczba ta już spadła o jedną czwartą, a potem o kolejne dziesięć procent. Obecnie wynosi tylko 750 tysięcy. (Liczba poświęconych mężczyzn na całym świecie spadła jeszcze niżej, do 192 tysięcy – włączając mnichów, księży i wikariuszy). Z niemal całkowitym brakiem nowych rekrutów, którzy mogliby zastąpić tych, którzy umierają lub decydują się na odstąpienie od swoich ślubów, katolickie zakony żeńskie zmierzają ku wymarciu. Przeciętny wiek zakonnicy w USA wynosi 70 lat. Tylko pięć procent z nich naucza w katolickich szkołach, a więc główne źródło rekrutacji jest niedostępne. W tej sytuacji jedyną nadzieją Watykanu są Indie, co znaczy Kottayam. Kanonizując pierwszą hinduską świętą papież Benedykt ma nadzieję na zastosowanie hamulców awaryjnych, by zatrzymać falę dramatycznego spadku liczby zakonnic na całym świecie.

Alphonsę przedstawia się jako wzór do naśladowania przez młode dziewczęta. Podczas obchodów tysiące małych dziewczynek w strojach zakonnic odgrywa Alphonsę. Stała się świętą patronką wielu szkół. Jej życie dramatyzuje się w książkach i na CD, w filmach dokumentalnych i w cotygodniowym serialu telewizyjnym. Podkreśla się zawsze, że Alphonsa była nauczycielką, ukochaną przez wszystkie małe dzieci, chociaż podczas całego swojego życia w klasztorze była tak chora, że jej próba pracy w charakterze nauczycielki ograniczyła się do mniej niż jednego roku. Gloryfikacja skupia się na szczególnych cechach, które czynią z niej idola dla młodych zakonnic: była przykładem pokory, posłuszeństwa i cierpliwości, pragnęła pozostać nieznana i w ukryciu, i bez skarg znosić ból i złe traktowanie. „Poniżajcie mnie, aż będę niemal niczym; aż stanę się iskrą w ogniu miłości płonącym w Twym Boskim Sercu”, to jest jedno z najczęściej powtarzanych zdań, przypisywanych świętej Alphonsie. Jeśli plan Watykanu powiedzie się, psychopatia bezbronnego, torturowanego człowieka może stać się epidemią.

Artykuł ukazał się w witrynie Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów Kliknij tu

Ateizm zmierza do głównego nurtu – autobusem

Ariane Sherine miała pomysł...
Ariane Sherine miała pomysł...

W styczniu londyńskie autobusy będą roznosiły pocieszające przesłanie po całym mieście: „Prawdopodobnie nie ma żadnego Boga. Przestań się martwić i ciesz się życiem”. Ateiści postanowili odpowiedzieć na chrześcijańskie slogany ogłoszeniami uspakajającymi ateistów. Pomysł powstał w czerwcu, zaproponowany przez scenarzystkę komedii telewizyjnych Ariane Sherine w jej blogu. Początek był powolny, ale kampania ogłoszeń ateistycznych nabrała wiatru w żagle, kiedy profesor Richard Dawkins, najsłynniejszy racjonalista Wielkiej Brytanii, zadeklarował pomoc finansową. Zobowiązał się dopłacić do wpływających datków do sumy pięciu tysięcy funtów – tyle kosztuje wywieszenie takiej reklamy przez cały miesiąc na 30 londyńskich długich autobusach. Od tego czasu witryna http://www.justgiving.com/atheistbus oblężona jest przez ofiarodawców. Wpływające datki dawno już przekroczyły sumę 140 tysięcy funtów. Brytyjscy humaniści, którzy organizują tę kampanię ogłoszeń, są do głębi poruszeni tym nieoczekiwanym sukcesem i planują rozciągnąć akcję na inne miasta, takie jak Birmingham, Manchester i Edynburg.

Nauka: Kiedy ludzie czują się bezradni zabobony kwitną

Człowiek małpa słowa Allaha na bakłażanie
Miejska legenda: hinduski „Człowiek małpa” – słowa Allaha na bakłażanie

Kiedy ludzie czują, że stracili kontrolę rozpaczliwie starają się nadać sens niezrozumiałej sytuacji. Dostrzegają wzory, które nie istnieją i raczej chwycą się każdego szybkiego i prostego wyjaśnienia – niezależnie od tego jak jest absurdalne – niż uznają, że może nie ma żadnego wyjaśnienia. Takie są wyniki badania opublikowanego w ostatnim numerze pisma „Science”, które rzuca nowe światło na psychologię zabobonu, miejskie legendy i teorie konspiracji.

Specjalistka od zarządzania Jennifer Whitson (University of Texas, Austin) i psycholog społeczny Adam Galinsky (Northwestern University w Evanston, Illinois) przedstawiają sześć eksperymentów obejmujących ponad 200 studentów. Badanym z jednej grupy wpojono poczucie, że nie mają żadnej kontroli nad sytuacją (b.k. = brak kontroli) przez przypominanie im beznadziejnych sytuacji i wykonywanie frustrujących ćwiczeń z nonsensownymi nagrodami i karami. Drugiej grupie wpojono poczucie pełnej kontroli nad sytuacją (p.k.). Podczas eksperymentów osoby b.k. wykazywały zwiększone postrzeganie iluzorycznych wzorów – to znaczy, identyfikowali oni spójne i znaczące związki w zespole niepowiązanych bodźców. Na przykład widzieli nieistniejące obiekty i twarze w 43% losowo tworzonych obrazach (rozrzucone punkty, padające płatki śniegu itp.), których nie widziała grupa p.k. Eksperyment przeprowadzony latach 70-tych XX wieku stwierdził podobną zmianę w percepcji wzrokowej wśród skoczków spadochronowych tuż przed skokiem.

Osoby b.k. wykazywały także tendencję do wyobrażania sobie nieistniejących związków przyczynowych między różnymi działaniami i następującymi po nich zdarzeniami, podejrzewając konspirację za niewyraźnymi historiami, które dostali do przeczytania oraz wierząc w zabobony. W jednym z eksperymentów osoby badane proszono, by wyobraziły sobie siebie jako odnoszących sukcesy sprzedawców, którym nie powiodło się, kiedy nie wykonali zwyczajowego rytuału (trzykrotne tupnięcie w ziemię przed ważnym spotkaniem). Ci z grupy b.k. byli bardziej skłonni wierzyć w zabobon, podczas gdy druga grupa była raczej przekonana, że był to przypadek.

Wcześniejsze badania już ustaliły zjawisko wzrostu zabobonnych przekonań w czasach ekonomicznej niepewności, pisze Whitson. W takich sytuacjach indywidualni inwestorzy mogą na przykład częściej zwracać się o porady do astrologii niż przedtem. W sytuacjach, w których ludzie czują, że stracili kontrolę tylko częściowo, komentuje Galinsky, mogą zwrócić się do dziwacznych lecz nieszkodliwych zwyczajów – nosić szczęśliwe skarpetki lub pukać w drewno. Ale w czasach ogromnych kryzysów jednostki i społeczeństwa mogą zwrócić się do zachowań, które mają rujnujące konsekwencje: na przykład obwiniać Żydów lub Arabów o globalne zło lub wypowiadać nieprzemyślane wojny.

Co ciekawe, osoby b.k. straciły poczucie braku kontroli, jak również zwiększoną percepcję iluzorycznych wzorów, po okresie samoafirmacji, podczas którego proszono ich o zastanawianie się na aspektami własnego życia, które są dla nich ważne. Immunizowało ich to przeciwko irracjonalnym tendencjom i neutralizowało różnice w stosunku do tych, którzy czuli się w pełnej kontroli sytuacji.

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Copyright © 2008 Rationalist International.
Odbiorcy Biuletynu Rationalist International mają prawo reprodukowania, publikowania i dalszego przekazywania artykułów i reportaży z Biuletynu. Prosimy o podawanie źródła Rationalist International Bulletin # 179.